rollingstones2.JPG
PlayPause
previous arrow
next arrow
Shadow

"Zapłaciliśmy za to 30 mln zł"

Unijne przepisy wymagające przyczepiania nakrętek do butelek mają zmniejszyć ilość plastiku w oceanach, morzach i w glebie. Znany polski producent mleka opowiedział jednak o ubocznych skutkach regulacji. Przyznał, że kosztowała majątek, a firma musiała zmagać się z niezadowoleniem klientów. Według polskich dostawców żywności lista problemów wynikających z proekologicznych regulacji UE jest znacznie dłuższa.

Niezadowolenie klientów i milionowe nakłady – tyle kosztowało Mlekpol przytwierdzenie nakrętek do swoich butelek
Firma musiała modernizować maszyny, niektóre trzeba było wymienić całkowicie
Prezes Mlekpolu uważa, że przy obecnych restrykcyjnych regulacjach polskie mleczarstwo traci przewagę konkurencyjną wobec państw spoza UE
Zmian w prawie UE obawia się też jeden z drobiowych potentatów. Mówi o ogromnym spadku produkcji
Już wkrótce wchodzi wymóg certyfikacji zrównoważonej żywności. Polscy producenci mają jednak problem z czystą energią

— Na zintegrowaną nakrętkę wydaliśmy już 30 mln zł. Musieliśmy modernizować maszyny, Niektóre trzeba było wymienić całkowicie. Może i zamierzenie jest słuszne, ale nikt skutecznie nie wytłumaczył założeń tej regulacji — mówił Tadeusz Mroczkowski, prezes Mlekpolu podczas debaty "Zrównoważona polska żywność" odbywającej się w ramach Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Jak dodał, wielu klientów było zirytowanych tą zmianą, którą firma wprowadziła jako jedna z pierwszych na rynku. – Musieliśmy się tłumaczyć – przyznał, wskazując przy tym, że konsumenci nadal chcieli brać udział w zbiórkach charytatywnych polegających na zbieraniu nakrętek.
— Posypały się na nas gromy — opowiadał. Mówił, że firma przekonywała do słuszności tej regulacji, ale zabrakło stosownych kampanii społecznych po stronie regulatora.

Jego zdaniem przy obecnych restrykcyjnych regulacjach polskie mleczarstwo traci przewagę konkurencyjną wobec państw spoza UE. — Nie jesteśmy konkurencyjni na świecie. Zostaliśmy daleko w tyle — przyznawał.

Nie tylko nakrętki. Litania kłopotów
Prezes Superdrob Piotr Her podczas dyskusji przyznał z kolei, że realizacja wymogów Zielonego Ładu w zakresie dobrostanu zwierząt, a co za tym idzie zapewnienie im większej przestrzeni na fermach, może doprowadzić do spadku produkcji w branży nawet o połowę.

— Redukujemy efektywność produkcji. Powstaje pytanie, czy jako Europejczycy jesteśmy w stanie ograniczyć konsumpcję produktów, czy też będziemy musieli importować z zagranicy – dodawał. — Będziemy mieć produkty droższe i będziemy wspierać producentów zagranicznych — zaznaczył.

Zmiana trendów
— Jeśli zaczniemy jeść znacznie mniej mięsa, to popyt spadnie, a wtedy bardziej ekologiczna produkcja będzie lepiej przystawać do trendów. Czy to zadziała, to nikt nie ma pojęcia, bo nigdy takiego projektu nie przeprowadzono – mówił Bartosz Urbaniak, Szef Bankowości Agro BNP Paribas na Europę Środkowo-Wschodnią i Afrykę.

Przyznał jednak, że trendy konsumenckie w istocie się zmieniają. – 25 proc. młodych Niemek już teraz deklaruje, że nie jedzą mięsa – podkreślił.

Certyfikacja żywności problemem
Andrzej Gantner wskazał, że już za dwa lata wchodzą nowe unijne wymogi dotyczące certyfikacji zrównoważonej żywności. Wskazał, że polscy producenci nie są w stanie podołać tym wymaganiom – choćby dlatego, że rząd wciąż nie implementował stosownego prawa, a polscy producenci w obliczu obecnego miksu energetycznego nie będą mogli wykazać, iż przy produkcji korzystają z czystej energii.

— Ja nie mogę powiedzieć, że polska żywność jest dziś zrównoważona. Mogę powiedzieć, że jest bezpieczna, dobrej jakości i dobrze się sprzedaje – przyznawał Andrzej Gantner mówiąc o regulacjach.

— Nie ma do tego norm, nie wiadomo, jak to liczyć, a za dwa lata trzeba będzie raportować — potwierdzał Bartosz Urbaniak.

biografie

bottom2

Rodzina

bottom3

Rockman